Open top menu
#htmlcaption1
poniedziałek, 8 września 2014
Watch your step in Ronda

Z nie najlepszymi humorami po źle zaplanowanej Sewilli pakujemy się z samego rana drugiego dnia pobytu do autobusu odjeżdżającego w kierunku Rondy.

Podróż trwa zdecydowanie dłużej niż powrót do Malagi. Kierowca autobusu krąży po wąskich serpentynach ulic wysadzając pod dom hiszpańskie babcie i odpowiadając na wszystkie pytania dziadków czekających na przystankach. Gdy już tracę rachubę czasu przyglądając się widokom za oknem, przywodzącym na myśl scenerie z filmów o Dzikim Zachodzie, autobus niespodziewanie hamuje i wypluwa wszystkich podróżnych na docelowej stacji w Rondzie.

Spacer rozpoczynamy od położonego nieopodal stacji tarasu widokowego. Wyschnięte od palącego słońca pola przypominają opuszczone pustynie i gdyby nie obecność kilku willi z basenami, doszłabym do wniosku, że "tam na dole" nikt już nie mieszka.

DSC_5317
W punkcie informacyjnym Rondy ulokowanym na przeciwko Plaza de Toros zaopatrujemy się w darmową mapę okolicy.

DSC_5322

DSC_5323
Decydujemy się odwiedzić najstarszą w Hiszpanii arenę do walk z bykami, ale niestety - spragnieni widoku żywych zwierząt - obchodzimy się smakiem, bo po przekroczeniu barierek robi się cicho jak makiem zasiał. Wszyscy pracownicy areny mają wolne, a teren przez większą część czasu udostępnia się tylko na potrzeby zwiedzających. Nie licząc tłumu Japończyków udających byki, nie dzieje się nic, co mogłoby przykuć na dłużej naszą uwagę ;-)

DSC_5358

DSC_5343

DSC_5349

DSC_5366
Największą atrakcję stanowi dla nas Muzeum Korridy, w którym można przyjrzeć się strojom minionych gwiazd hiszpańskiej korridy, broni używanej do walki z bykami czy plakatom obwieszczającym nadchodzące "spektakle".

DSC_5335
DSC_5338
Wśród eksponatów znajduje się też kilka autentycznych rysunków lubującego się w korridzie Francisca Goi. To właśnie od jego imienia pochodzi nazwa corocznej fiesty organizowanej w pierwszych dniach września Feria Goyesca de Pedro Romero. Impreza jest  na tyle popularna, że transmituje się ją na żywo w telewizji, a poczynania najlepszych hiszpańskich matadorów podobno śledzi blisko milion ludzi. Fiesta na cześć jednego z najbardziej zasłużonych matadorów w historii to znakomita okazja do przebrania się bez obciachu w strój projektu Goi i zabawę do białego rana.

Po dotarciu do centrum miasta ekscytacja sięga zenitu. Tłum ludzi kotłujących się wokół krawędzi El Tajo dzielącej miasto na dwie części oznacza jedno - jesteśmy blisko mostu Puente Nuevo! Widok jest niezły, ale nieszczególnie wart fotografowania. Prezentuje się dokładnie tak:

DSC_5369
Najlepszy punkt widokowy znajduje się pod naszymi stopami, kilkaset metrów niżej w głębi wąwozu. Większość turystów jest zbyt leniwa, żeby schodzić na dół, co wcale nam nie przeszkadza, bo dzięki temu mamy poczucie, że najlepszy widok na most i El Tajo został zarezerwowany tylko dla nas (no... i paru innych sprytnych osób).

DSC_5421

DSC_5420

DSC_5425
Sklepowa kolekcja tylnych nóg świni, czyli hiszpańska szynka w całej okazałości

DSC_5382-horz
Dozujemy sobie poziom ekscytacji i najpierw wybieramy się na obiad do Almocabar, restauracji ukrytej w starej części miasta. Docieramy kilka minut przed 12.00, ale knajpa jest zamknięta na cztery spusty. Po kilku minutach dreptania w kółko wychodzi do nas babuleńka wykrzykująca: Tenéis hambre?! (Jesteście głodni?!). Na twierdzące pytanie oznajmia, że za 10 minut restauracja będzie otwarta. Mija kwadrans, mija pół godziny, mija godzina. Kelnerzy mają nas w nosie i leniwie rozstawiają stoliki na pobliskim placyku. Gdybyśmy nie byli tak głodni, poszukalibyśmy czegoś innego. Tymczasem siedzimy potulnie na murku i czekamy aż będzie można zasiąść do stołu. 

DSC_5376

Ta mina to odpowiedź na prośbę: Piotrek, pokaż jak bardzo chce ci się jeść!

Jedzenie ostatecznie wynagradza wystawianą na próbę cierpliwość. Dzielimy się zmrożonym gazpacho podanym z sorbetem o smaku melona i czekamy na zamówione ryby. 


DSC_5377

Do Hiszpanii też dotarła moda na wielgachne talerze z odrobiną miejsca na jedzenie

Właśnie przypomniało mi się, że ja uraczyłam się rybą o wdzięcznej nazwie turbot. Dobrze, że na talerzu wyglądała o wiele lepiej niż w rzeczywistości. Żaden z niej przystojniak...

Na deser zostaje widok na wąwóz i Puente Nuevo z upatrzonego wcześniej punktu widokowego.

DSC_5385
DSC_5387

DSC_5396
Nie bylibyśmy sobą, jeśli nie zdecydowalibyśmy się jeszcze na spacer ekstremalnie wąską ścieżką wijącą się wzdłuż krawędzi wąwozu. Na wytrwałych czeka sporo atrakcji: brak barierek na widok których nasi rodzice dostaliby zawału, mokre skały na których poślizgnął się idący przed nami facet i do krwi obtarł sobie łydkę i strzępy metalowych siatek czekających aż ktoś się na nie nabije. Jest też i happyend, czyli świetny widok na most z samego dołu, który na człowieku malutkim jak mróweczka robi piorunujące wrażenie.

DSC_5398-horz
DSC_5404
DSC_5411
DSC_5395

To co, idziecie naszymi śladami? ;-)


Przydatne info:

AlmocabarPlaza Ruedo Alameda 5 - będąc przy okazji w starej części Rondy warto tu wpaść na świetne gazpacho!



FOLLOW US!

 photo facebook_new_zpsb947c16e.png

Different Themes
Autor: Karolina
Podróżować chciała od przedszkola. W końcu podrosła na tyle, żeby samej planować wyjazdy z plecakiem. Marzy o zwiedzeniu całego świata, ale najbardziej ciągnie ją do Ameryki Południowej. Lubi biegać, chodzić w sneakerach i jeść (włoskie) lody. Rodzicom przesyła pocztówki z podróży, nie mówiąc im wcześniej dokąd się wybiera.

Więcej...
niedziela, 31 sierpnia 2014
Oh no...siesta time!

W upalną noc spóźnionym samolotem lądujemy w Maladze. Zaraz po wyjściu z terminalu biegniemy z wywalonym jęzorem aby zdążyć na ostatni pociąg do miasta. Nie uśmiecha nam się płacić taksówkarzowi, a tym bardziej spać na lotnisku, dlatego mkniemy przed siebie niczym Forrest Gump. Na szczęście w ostatniej chwili udaje się wejść na peron!

Naszym hostem jest Antonia. Ku naszemu niezaskoczeniu nie mówi zbyt dobrze po angielsku, co można było przewidzieć jeszcze w Polsce, kiedy odpisywała na maile w języku hiszpańskim.
Całe szczęście Karolina potrafi co nieco szprechać w tym języku także jesteśmy uratowani.

Antonia próbuje wytłumaczyć mi łamaną angielszczyzną co powinniśmy zobaczyć, gdzie udać się na obiad itp. W momencie gdy brakuje jej słowa, zastępuje je określeniami dźwięku. I tak np. telefon to "dzyń dzyń", drzwi "puk puk". Świetna zabawa! :D

Na drugi dzień zaplanowany mamy wypad do stolicy Andaluzji, Sewilli. Kierując się w stronę starówki wchodzimy do punktu turystycznego, w którym zaopatrujemy się w darmową mapę miasta.
DSC_5186
Dzień dobrze będzie zacząć od śniadania, czyli tłustych i słodkich churros. W swoim planie mamy kilka knajp, w których chcielibyśmy się stołować. Niestety zapomniałem wydrukować ich adresy, przez co tracimy trochę czasu na szukaniu darmowego wifi, aby sprawdzić to w necie. Koniec końców udaje się nam zasiąść przy stole. Smażone w głębokim oleju, podawane z gorącą czekoladą churros wypełniają nasze spragnione jedzenia żołądki. Na dłuższą metę nie zjadłbym ich jednak zbyt wiele w taki upał. Sprawdziłem, są dobre i mogę je polecić.

DSC_5236
Moim głównym celem jest Plaza de España. Dla mnie miejsce szczególne, bo parę lat wcześniej służyło ekipie filmowej za plan zdjęciowy do drugiej części Gwiezdnych Wojen.
DSC_5190
DSC_5235 DSC_5229 DSC_5196 DSC_5250 DSC_5200
DSC_5213
DSC_5202

Plac robi wrażenie nie tylko wielkością, ale przede wszystkim dekoracjami w postaci barwnych kafelków, tak charakterystycznych dla tego regionu.
DSC_5248
Karolinie dziękuję za cierpliwość w pozowaniu do tego zdjęcia (musiała długo znosić moje uwagi: prawa ręka bardziej w prawo, a cała reszta bardziej na lewo i takie tam :))
DSC_5255
Z pełnymi brzuchami zmierzamy w kierunku piętrzącej się nad dachami miasta Giraldy.
DSC_5277-horz
Swoją wielkością tłumi pozostałe budynki wokół. Zajmuje prawie cały plac starego miasta! W jej wnętrzu znajdują się m.in szczątki Krzysztofa Kolumba. O ich autentyczność spierano się bardzo długo, bo ciało zostało kiedyś przewiezione do Hawanny. Przez długie lata sądzono, że Hiszpanie są w posiadaniu jedynie szczątków syna wielkiego odkrywcy, Diego. Ostatecznie spór rozstrzygnął się całkiem niedawno, bo w 2006 r. przeprowadzono badania DNA, które dowiodły o autentyczności "pozostałości" Kolumba seniora.
DSC_5265 DSC_5284
Póki co decyzję na temat wejścia do środka katedry i zespołu pałacowego Alcazar zostawiamy na później, co wkrótce odbije nam się solidną czkawką.
Spacerujemy między ciasnymi uliczkami Plaza del Trunfo zachwycając się atmosferą i "gościnnością" Hiszpanów, którzy co parę kroków próbują usadzić nas w swojej restauracji albo umieścić w dorożce. Postanawiamy wrócić trochę później, żeby zwiedzić inne części miasta.
DSC_5287 DSC_5296
Ulice miasta zaczynają pustoszeć, a na drzwiach restauracji zawisają karteczki z napisem cerrado. Hiszpanie udają się naaaa....siestę! Tak... wszystko super i fajnie, jednak my po długich spacerach ulicami miasta chcemy w końcu coś zjeść.
Mimo to udajemy się do restauracji, które mieliśmy na swojej liście przeświadczeni, że będą otwarte.
Nic bardziej mylnego. W każdym miejscu pozostaje nam pocałować klamkę. Otwarcie nastąpi dopiero o 19??!! Pociąg powrotny do Malagi mamy o godzinie 20.00, więc czekanie nie wchodzi w grę. Krzątając się  po ulicach w poszukiwaniu dobrej i OTWARTEJ restauracji zmuszeni jesteśmy zasiąść w typowej, "turystycznej" tawernie blisko Giraldy.

DSC_5305
image

Zamawiamy kilka porcji tapas, które smakiem nie zwalają mnie z nóg. Zanim opuścimy Sewillę chcemy zobaczyć wspomniany Alcazar lub Giraldę, ale okazuje się, że są już zamykane. Z nosami na kwintę, powłócząc nogami kierujemy się na stację autobusową po drodze zahaczając o McDonald's na hiszpańską odmianę McFlurry (Karolina) i zimne piwo (ja). Za największą porażkę uznajemy jeszcze niekupienie magnesu na lodówkę, które zbieramy z taką pieczołowitością ;-) Do Sewilli chcemy wybrać się jeszcze raz, bo ten wyjazd pozostawił wielki niedosyt.

Przydatne info:

Chocolateria Virgen de Lujan, Avda. Ramón de Carranza 28 - choć churros z czekoladą serwuje co druga restauracja, ta chocolateria specjalizuje się nadzwyczaj dobrze. Położona dość duży kawałek od centrum, ale jeśli zawitacie na drugą stronę rzeki Guadalquivirodwiedźcie ją koniecznie!



FOLLOW US!

 photo facebook_new_zpsb947c16e.png


Different Themes
Autor: Piotr
Książki oraz filmy przygodowe od zawsze stanowiły dla niego źródło inspiracji. Szczególnie upodobał sobie postać Indiany Jonesa, którego stawia sobie za wzór do naśladowania. Często chodzi z głową chmurach. Lubi fotografować ludzi, poznawać nowe smaki i szukać alternatywynch sposobów taniego podróżowania.


Więcej...
niedziela, 24 sierpnia 2014
Videorelacja: Grecja 2014

Troszkę czasu minęło od ostatniego filmu, nie oznacza to jednak, ze nie pracowaliśmy nad następnym. Oto on, videorelacja z pobytu w Grecji. Enjoy!



FOLLOW US!

 photo facebook_new_zpsb947c16e.png


Different Themes
Autor: Piotr
Książki oraz filmy przygodowe od zawsze stanowiły dla niego źródło inspiracji. Szczególnie upodobał sobie postać Indiany Jonesa, którego stawia sobie za wzór do naśladowania. Często chodzi z głową chmurach. Lubi fotografować ludzi, poznawać nowe smaki i szukać alternatywynch sposobów taniego podróżowania.


Więcej...